Posty

Rozdział 6,część 5 (50)

– Musiałeś ją zabijać? – chlipnęła zapchanym nosem.
– Nie miałem wyboru. – Odwrócił wzrok. Nie chciał, by w odbiciu jego tęczówek zobaczyła słabość.
– Ale ona tego nie chciała – westchnęła głęboko. – Nie wierzę, że Meran pragnęła naszej śmierci.
– Ja też, ale się stało – wstał i przytulił ją do siebie. – Musisz szybko wydobrzeć. Niebawem ruszamy.
– Moje siostry… Mieszkają we wsi za kotliną. - Stęknęła odsuwając go lekko od siebie.
– Napiszesz do nich ze stolicy.
– Będą się martwiły.
– Nie będą, uwierz mi. Lepiej, by wiedziały mniej lub dowiedziały się później, co się tu wydarzyło. Niewiedza czasem ratuje ludziom skórę. Lasy roją się od dzikich magów, nie ryzykujmy. Idźmy na trakt.
Przytaknęła, mimo że nie zgadzała się z nim. Jej siostry nie potrafiły czytać, a i ona miała ubytki w tej sztuce. Ba! Nawet nie potrafiła utrzymać porządnie węgla w palcach.
– Nie umiem pisać! – rzekła dobitnie, patrząc na niego. - Poza tym będą mnie szukać! Albo co gorsza, wezmą za pewnik to, że sczezłam razem zres…

Rozdział 6, część 4 (49)

Uzdrowicielka zwiesiła głowę. Czuła się zganiona i zła. Podeszła do stolika, powiodła palcem po piętrzących się zwojach. Natrafiwszy na odpowiedni, rozwinęła pergamin i przeczytała uważnie. Rytuał nie wyglądał na jakiś bardzo skomplikowany. Ciąg inkantacji wymagał jedynie skupienia i sporej dozy woli, ale znowuż jedno potknięcie mogło kosztować życie Leta lub, co gorsza, ją samą. Zamknęła oczy. Wiedziała, że przeciąganie tego wszystkiego na wiele się zda i w końcu elf wymusi rozpoczęcie ceremoniału. Bladymi ze strachu wargami, wypowiedziała szeptem początek formułek zaczynających łańcuch magii. Tak na wypróbowanie, by zorientować się jak miękko brzmią wydobywając się z krtani. Leto na dźwięk jej głosu, zacisnął pięść na ostrzu i jednym szarpnięciem rozciął sobie skórę. Umazane krwią ostrze zalśniło w blasku słońca. Czerwona, lepka strużka skapnęła w dół. W chwili podłoga tuż obok stóp mężczyzny, upstrzyła się dziesiątkiem rożnej wielkości rozbryzganych kropel. Meran zaczerpnęła głębok…

Rozdział 6, część 3 (48)

Leto pobladł. Doskoczył do siennika i zdecydowanym ruchem odsunął kobietę na bok. Nora wyglądała jakby balansowała nad przepaścią, gdzie znaczna część jej ducha chyliła się ku nieuniknionemu, zaś ta resztka świadomości kurczowo trzymała się urwiska zgrabiałymi ze zmęczenia palcami. Zapach zaaplikowanych przez uzdrowicielkę ziół, pomieszany był z czymś innym. Wciągnął woń w nozdrza, oddzielając poszczególne aromaty od siebie, jednocześnie klasyfikując je w grupy. Chwilę się zastanowił. Po czym głosem drżącym od emocji, odrzekł:
– To trucizna. Trzeba ją jak najszybciej usunąć, bo ją zabije.
– Co ty mówisz! Przecież znam wszystkie toksyny, które można znaleźć w tej dolinie. To nie możliwe! - zasmuciła się.
– To wyciąg z kwiatu o błękitnych płatkach. Nazywają go „śniącym”. Osoba, której poda się jego wywar czy to pod postacią pomady, czy jako trunek, po czasie zapada w narkotyczny sen. Nieraz bardzo przydatny, szczególnie podczas wojen. Medycy pracujący przy opatrywaniu rannych, częstokroć w…

Rozdział 6, część 2 (47)

Wojowniczka bez wahania przyjęła propozycję przyjaciółki. Moment wytchnienia uzmysłowił, że musi należycie odpocząć. Dać czas nadwątlonym siłom, by te mogły powrócić do stanu przed atakiem. Uporać się ze znojem, który wyraźnymi bruzdami zmarszczek wyrzeźbił się na jej młodej, piegowatej twarzy. Wiadro z wodą jak zawsze stało w kącie przedsionka. Wypełnione do połowy mętną cieczą. Po powierzchni smętnie pływały strzępy brudu, które zgarnęła równie upapraną ręką. Kiedy poczuła na twarzy chłód płynu, spłynęło na nią coś na miarę ulgi, jakby zanieczyszczona breja była najlepszym panaceum na znój. Po czasie ta prosta czynność zaczęła sprawiać jej ból. Drętwiejące ramiona i pulsujący w skroniach dziwny gorąc - osłabiał. Rozmyte plamy zawirowały na obrzeżach źrenic. Przysiadła ciężko obok i obejmując wysokie naczynie, złożyła czoło na jego brzegu. Oddychała szybko, łapiąc pojedyncze oddechy, które ni jak nie sprawiały, że czułaby się lepiej. Zwilżone rany, jedna po drugiej pulsowały i szczyp…